Menu

Wiatr z Południa

Polityka i kultura, Włochy i Polska, północ i południe. Oto ja - blogerka na styku dwóch światów anetakruk@gazeta.pl

ZWYKŁY FILM O SOLIDARNOŚCI

anetakruk

Muszę przyznać, że obawiałam się filmu Wajdy o Wałęsie. Bałam się, bo zawsze wtedy, kiedy wielka polityka i historia miesza się z prywatnymi wspomnieniami powstaje ryzyko, że film ten stanie się zbyt osobisty, zbyt prywatny i zamiast spróbować zrozumieć, o czym właściwie była ta historia, widz skupi się na wyszukiwaniu szczegółów przypominających mu PRL - szklanek z herbatą, torebek z cukrem, szarych blokowisk.

Bardzo się zdziwiłam jednak, kiedy zamiast opowieści o narodowym bohaterze i walce o niepodległość dostałam dość subtelną i niemal pozytywistyczną opowieść o ludziach. W filmie Wajdy nie ma złych bohaterów - to uderzyło mnie najbardziej.

"Każdy się przecież kogoś boi" - mówi w pewnym momencie jeden z bohaterów, wymieniając po kolei różne szczeble komunistycznej władzy. Nawet Kreml boi się USA.

Jeden z donosicieli w Stoczni Gdańskiej, wyśledzony przez swych kolegów, okazuje się żyjącym w wieloosobowej rodzinie nędzarzem, który nie ma w domu nawet bieżącej wody i prądu.

Zło, system i komunizm jest jakby poza zasięgiem wzroku widza. Jest milczeniem Warszawy w kluczowych chwilach gdańskich strajków, kiedy każdy przerzuca odpowiedzialność za ewentualne decyzje na wyższy szczebel. Prawdziwe zło opisane przez Wajdę kryje się bowiem w biedzie codziennego życia - w walce o lepszy wózek dla dziecka, o chleb, o kilka dodatkowych groszy. Wajda tak jak Wałęsa rozumie, że zwyciężyć ów system mogli tylko ci, którzy razem walczyli o wspólne sprawy, kiedy nikt, nawet najbiedniejszy człowiek, nie powinien był zostawać w tyle.

Film ten ustrzegł się frazesów o wolności i niepodległości nie dlatego, że byłyby one w tym kontekście nieprawdziwe, ale dlatego, że w pierwszych strajkach wcale nie o to chodziło. Solidarność narodziła się po to, aby walczyć o lepsze płace dla robotników, o lepsze warunki pracy, o godność i poczucie bezpieczeństwa. Wałęsa wiedział, że w centrum strajków powinien być zawsze człowiek z jego osobistymi problemami nie zaś piękne, demokratyczne, wysokie ideały, bo za nie przecież nie sposób kupić jedzenia dla dzieci. Ta świadomość zbudowała siłę Solidarności, zjednoczyła ludzi w całej Polsce, pozwoliła wreszcie marzyć o czymś więcej - o wolności i niepodległości, sprawiając, że z odległych, niezrozumiałych ideałów, zamieniły się one w coś prawdziwego i oczekiwanego.

"Wałęsa. Człowiek z nadziei" to także film o dzieciach i o rodzinie opowiedziany jednak z przymrużeniem oka, w lekkiej poetyce codzienności. Kiedy Oriana Fallaci przyjeżdża na Zaspę w Gdańsku, gdzie w marcu osiemdziesiątego pierwszego roku mieszkał Wałęsa, rozgląda się po osiedlu ze zgrozą i pyta swego przewodnika i tłumacza, dlaczego przywódca wielomilionowego związku mieszka w takim miejscu. Tłumacz wyjaśnia, że mieszkanie to przydzieliło Wałęsie państwo, ale i tego Fallaci zrozumieć nie potrafi. Można ją zaliczyć do grupy ludzi określanych w filmie żartobliwie jako "intelektualiści", tacy, jak na przykład profesor Geremek, który przywołany zostaje migawkowo w filmie Wajdy. Jak wytłumaczyć feministce Orianie Fallaci czy wykształconym mądralom, że jak się ma szóstkę dzieci, to się nie krzywi na dary od państwa, że czasem trzeba pomyśleć o rodzinie, nim zbawi się cały naród?

Czytam w artykule w Newsweeku, że podobno włoska dziennikarka i Lech Wałęsa serdecznie się nie lubili, że Fallaci nie potrafiła zrozumieć, jak ignorant i niewykształcony, zacofany tradycjonalista mógł być tak kochany i podziwiany na świecie i być nadzieją dla demokratycznych przemian w Europie Wschodniej. To trochę tak jak współcześni intelektualiści, patrzący na różne wolnościowe zrywy w krajach muzułmańskich, którzy nie potrafią zrozumieć, że przemiany muszą postępować wolno, że muszą się zacząć od rozwiązywania konkretnych, codziennych problemów, że takie zamknięte społeczności często w religii znajdują swój zawór bezpieczeństwa i pocieszenie, że liberalne ideały przychodzą potem i trzeba na nie czasu.

Można żałować, że Wajda nie pokusił się o dyskusję o roli kobiet w polskim przełomie, że nie chciał w swoim filmie zadać pytań, jak bardzo niedoceniane były rzesze matek wychowujące dzieci, które miały przygotować następne pokolenie na zupełnie nową rzeczywistość. Oriana Fallaci ze swoim krytycznym spojrzeniem na ówczesną religijność i tradycjonalizm polskiej rodziny mogłaby być ciekawym przeciwnikiem w takiej dyskusji z Wałęsą, ale może nie o tym po prostu był ten film.

Kilka dni temu w czasie dyskusji z koleżankami w kafejce na Długiej w Gdańsku, usłyszałam historię Maćka. Maciek to dziesięcioletni chłopiec z zespołem nadpobudliwości ruchowej. Na zebraniu w szkole kilkoro rodziców usilnie domagało się usunięcia Maćka ze szkoły, argumentując, że chłopiec swoim zachowaniem rozprasza innych i przeszkadza w nauce. Moja koleżanka Magda, która opowiedziała mi tę historię, matka jednego z dzieci stanęła po stronie Maćka i jego mamy, która niemal ze łzami w oczach przysłuchiwała się całej awanturze.

Przyznam, że bardzo mną wstrząsnęła ta opowieść. Bo jak mogą się potoczyć losy inteligentnego, zdolnego dziecka, którego jedyną winą jest nadmiar energii i nieumiejętność nauczycieli w radzeniu sobie z takimi uczniami? Wyrzucić Maćka ze szkoły, wyrzucić rodzinę z dobrej dzielnicy, a potem może nawet stworzyć specjalną szkołę dla "trudnych" dzieci? Albo w ogóle wcześniej sprawdzajmy poziom przyswajalności wiedzy przez nasze dzieci i te potrzebujące nieszablonowych metod edukacji, zamykajmy w osobnych gettach?

Ale jeszcze bardziej współczuję dzieciom z tak zwanych "dobrych i zamożnych" rodzin, na których barki rodzice przerzucają swoje własne kompleksy i niespełnione ambicje. Coś złego dzieje się z naszym społeczeństwem i wszyscy zapłacimy za to już wkrótce.

Podobał mi się film Wajdy, bo przypomniał o najprostszym i najprawdziwszym sensie słowa "solidarność" - to wspólnota działania, wrażliwość na drugiego człowieka, współczucie, aktywna reakcja i pomoc tym, którzy tej pomocy potrzebują.

Jedna ze scen, która najbardziej utkwiła mi w pamięci, pokazuje Wałęsę, który siedzi w areszcie, przyłapany na przewożeniu nielegalnej prasy w wózku dziecka. Milicja zamyka go za kratami wraz z kilkumiesięcznym synem, który płacze z głodu. Niespodziewanie w celi pojawia się milicjantka, która bez namysłu przystawia chłopca do piersi i wyjaśnia, że sama niedawno urodziła dziecko. Wałęsa - nieco zawstydzony, pyta ją z lekkim wyrzutem:

- Po co pani nosi ten mundur?

- A co, mam nago chodzić?! - Odpowiada kobieta rezolutnie i wyjaśnia, że mąż zostawił ją samą z dziećmi i musi jakoś zarabiać na swoją rodzinę.

W tym krótkim dialogu można zamknąć los wielu Polaków w czasach komuny, ale i wielki sekret solidarności, która przyniosła dużo zmian, wśród których także zagładę samej siebie. Dziś przecież nie wypada nikomu współczuć, nie wypada nikogo wyciągać z biedy. Wbito nam do głowy, że można się użalać nad głodnymi dziećmi, nad chorymi ludźmi, nad ofiarami przemocy, nad zwierzętami cierpiącymi z ludzkiej ręki, ale trudno nam, a może nawet nam wstyd współczuć ludziom biednym, niewykształconym, którym się nie powiodło, którzy przegrali w wyścigu szczurów.

W naszym kraju panuje przekonanie, że skoro masz dwie ręce, uniwersytet pod nosem i wolną gospodarkę to wystarczy, aby osiągnąć sukces. Sprowadziliśmy nasze społeczeństwo do roli maszynek do pieniędzy, zerwaliśmy wszelkie więzi społeczne, gonimy batem następne pokolenia, aby pędziły szybciej jeszcze, zarabiały więcej, więcej produkowały.

Przez kilkadziesiąt minut filmu Wajdy wróciliśmy wraz moją rodziną w dalekie czasy, gdzie wszystko było inne i czas płynął wolniej. Kiedyś myślałam, że wtedy, na starcie, na początku przemian, wszyscy staliśmy w tym samym miejscu i mieliśmy takie same możliwości, aby osiągnąć szczęście.

Dziś już nie jestem wcale tego taka pewna.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • viridianathewitch

    Świetny tekst. Jak zwykle zresztą.
    Filmu nie widziałam jeszcze, niestety, ale chciałabym zobaczyć - poniekąd dlatego, że tamta historia rozgrywała się w końcu na moich oczach. Nie mogę pojąć dzisiejszego "ujeżdżania" po Wałęsie. Daleka jestem od beatyfikowania kogokolwiek, ale przecież to nie świętość Wałęsy dokonała tego, co udało się dokonać jego zwykłej "ludzkości" - razem z jego problemami, słabościami i brakiem wykształcenia. Kto w końcu bronił wykształciuchom stanąć na czele tamtej rewolucji? Nikt. Po prostu nie było chętnych do nadstawiania karku i poświęcenia czasu wolnego od ciężkiej pracy na działania dla dobra ogółu. Wkurza mnie to dzisiejsze plucie na niego, ponieważ, gdyby nie on, nikt dzisiaj nie mógłby sobie swobodnie na nikogo pluć. Chyba tylko na chodnik.
    Ale tak już jest w tym naszym chorym kraju - Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść. i nawet to byłabym w stanie zaakceptować, ponieważ nie zawsze ci, co sprawdzają się w rewolucji, sprawdziliby się w unormowanym świecie. Ale nie mogę się pogodzić z brakiem elementarnego szacunku dla wykonanej gigantycznej pracy, dla kosmicznej odwagi, dla historii, której wszyscy jesteśmy owocem i dla samego człowieka wreszcie.
    Pozdrawiam bardzo ciepło.

  • anetakruk

    Dziękuję Viridiano. Mogę tylko dodać, że ten film ukazuje Wałęsę w bardzo ludzki, sympatyczny i ciepły sposób. Zachęcam do tego, aby go obejrzeć, bo faktycznie pomaga on zrozumieć trudne dylematy tamtych czasów... No i te wspomnienia z dawnych lat... Nawet przystanki tramwajowe przypomniały mi czasy dzieciństwa... ;-)

  • viridianathewitch

    Postaram się obejrzeć, bo w tym całym naszym medialnym chłamie mało jest filmów z treścią. Pewnie jednak nie dotrę do kina (u mnie nie ma), więc dopiero dvd mnie ratuje :)

  • greenbaba

    To pierwsza recenzja, która zachęciła mnie do obejrzenia tego filmu. Ale poczekam na tv.

  • anetakruk

    Do Greenbaby - zachęcam do obejrzenia filmu, obojętnie w TV czy w kinie, bo to film prosty i bez patosu. I przypomina nam, skąd wyszliśmy i jak długą drogę przeszliśmy. I najważniejsze - mimo manii wielkości, typowej dla Lecha Wałęsy, muszę przyznać, że jest on w tym filmie naprawdę sympatyczny. ;-) Właśnie sympatyczny, nie - wielki, bohaterski, spiżowy, ale własnie taki, zwykły, porządny facet. Ciekawe, prawda? Pozdrawiam serdecznie.

© Wiatr z Południa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci