Menu

Wiatr z Południa

Polityka i kultura, Włochy i Polska, północ i południe. Oto ja - blogerka na styku dwóch światów anetakruk@gazeta.pl

O EUROPEJSKICH MARZENIACH

anetakruk

Mam taki sen - marzą mi się paneuropejskie wybory, w których przy wyborze między na przykład Januszem Korwin-Mikkem a Angelą Merkel nie waham się ani chwili.

Świat pędzi z szybkością światła, wszystko wokół zmienia się jak w kalejdoskopie - nie zdążę dobrze przemyśleć jednego wydarzenia, a tu proszę, dzieje się coś ważniejszego, jeszcze bardziej wstrząsającego i tak każdego dnia. I jak tu komentować? Jak posługiwać się słowem pisanym, większą niż sto ilością znaków? Jak tu się zanurzyć w rzeczywistości, posmakować jej, przemyśleć, przetrawić? 

Zaczyna mi się marzyć kilka dni ciszy - bez telefonu, bez internetu, bez Brexitu, ME, zamachów w Europie. Mam wrażenie, że żyję w rzeczywistości wirtualnej, gdzie nic nie jest prawdziwe, gdzie żadne z tych, niesłychanie ważnych wydarzeń na skalę światową, nie ma wpływu na moje życie. Czuję, że wokół mnie świat się zmienia, tak naprawdę nie zmieniając się wcale.

A jednak szarej, niezmiennej codzienności towarzyszy niepokój, niepewność - koniec UE? Może nie dziś i nie jutro, ale może za rok? a może za dziesięć lat?

Otrząsnęłam się nieco spod wpływu infokracji i postanowiłam na spokojnie i na zimno przemyśleć całą tą aferę z Brexitem.

Kontakt z mieszkańcami dwóch krajów (w moim przypadku Włoch i Polski) obserwujących w napięciu to samo wydarzenie ma swoje dobre strony. Pozwala na dostrzeżnie tego, co czasem umyka, jeśli czerpie się wiedzę tylko z mediów. Oto bowiem wśród ogólnej wrzawy i rwania włosów z głowy, pod ostrzałem głosów publicystów prześcigających się w kreśleniu czarnych scenariuszy, do mnie dotarło, jak bardzo MY, EUROPEJCZYCY, byliśmy w tym wszystkim zjednoczeni. I jak bardzo jesteśmy do siebie wbrew pozorom podobni.

Niesłychanie trudno opisać owo podobieństwo, gdyż brak mi narzędzi opisu tego zjawiska. Mogłabym napisać, że ten ultraprawicowy wiatr w różnych odcieniach hulający po naszym kontynencie to właściwie ta sama ideologia, mogłabym napisać, że ci sami liberalni zwolennicy UE, sprzeciwiający się populistom mówią w zasadzie to samo - bez względu na to, czy mieszkają nad Tybrem, nad Wisłą, czy nad Sekwaną. Ale to nie wszystko. Zmiana jest bowiem głębsza i wychodzi poza ramy czystej polityki. Zjednoczenie dokonało się nie według granic naszego kontynentu, ale niejako w poprzek.

Kiedy opisujemy Unię, trudno nie posługiwać się kategoriami nacji. Rozkład sił w komisjach, głosowanie, fundusze, parlament - wszystkie te mechanizmy UE zostały wymyślone pod dyktando państw narodowych i bez znajomości tego klucza do naszego kontynentu, nie sposób zrozumieć mechanizmu działania Unii. Tymczasem wszystkie pomysły stworzone do wewnętrznego zjednoczenia Europejczyków - program Erasmus, otwarte granice, wspólny rynek, wykonały postawione przed nimi zadanie - tylko że nie potrafimy tego jeszcze dostrzec, gdyż do badań opinii publicznej posługujemy się znów kluczami narodowymi, które moim zdaniem są anachroniczne.  

Tego pamiętnego poranka 24 czerwca obudziłam się z pewnością, że Zjednoczone Królestwo zagłosowało w sposób rozsądny, czyli za pozostaniem w UE. Ową pewność, nim spojrzałam w internetowe czołówki gazet, dzieliłam z kilkuset milionami Europejczyków, którzy tak jak ja z niedowierzaniem patrzyli na wyniki. Łączyły nas te same emocje - niepokój o przyszłość, niedowierzanie i gniew. Tak samo wpatrywaliśmy się w ekrany telefonów, komputerów, TV, pierwszych stron gazet. Część z nas triumfowała, część była zaskoczona, zaniepokojona, by nie napisać - zszokowana. I w tych emocjach byliśmy niesłychanie do siebie podobni.

Tak bardzo zajęci jesteśmy na codzień narzekaniem na Brukselę, lub też odrotnie - narzekaniem na brak poczucia jedności wśród mieszkańców naszego kontynentu, że przegapiliśmy moment, w którym nasze dyskusje stały się identyczne i zadziwiająco jednomyślne. Jeszcze rok, dwa lata temu Polska i Włochy dyskutowały na zupełnie różne tematy. Dziś gazety i portale internetowe zapełnione są artykułami na ten sam temat - razem obawiamy się konsekwencji Brexitu, razem drżymy przed wygraną Trumpa, razem zastanawiamy się, jak stawić czoła temu wielkiemu wyzwaniu, jakim jest imigracja. I dochodzimy do niemal identycznych wniosków - że czeka nas wszystkich płacz i zgrzytanie zębów. Czy rzeczywiście?

Brexit ma być podobno wielką porażką Unii Europejskiej. Cóż, kiedy wynik jest do ostatniej chwili nie do przewidzenia, a głosujący niemal tak dokładnie podzieleni są na pół, popadanie w czarrnowidztwo jest dużą przesadą. I znów to samo - tak bardzo zapatrzeni jesteśmy w te 51,9% głosujących za Brexitem, że nie widzimy tych 48,1% głosujących ZA Europą! Ponad 48 procent Brytyjczyków głosowało ZA pozostaniem w Unii mimo kampanii pełnej kłamstw i manipulacji, mimo specyficznej roli outsidera, jaką zawsze pełniła Wielka Brytania w Unii Europejskiej, mimo tej powszechnej zarazy naszych czasów czyli imigrantofobii, ksenofobii i innym, nacjonalistycznych plag. WIęcej nawet - większość młodych ludzi głosowała za pozostaniem w UE - czy to nie powinno być pozytywnym sygnałem dla nas wszystkich?

Tuż po Brexicie odbyło się posiedzenie Parlamentu Europejskiego, na którym wzruszające przemówinie szkocjego posła Alyna Smitha spotkało się z aplauzem na stojąco. Poseł ten apelował o to, aby Unia nie zostawiała Szkocji samej. Słusznie. Ale czy Unia powinna zatem porzucić wszystkich tych Anglików, którzy głosowali za pozostaniem w jej strukturach? Pamiętajmy o tych 48,1%. To wielka nadzieja na przyszłość. Skoro Unia to porażka, skoro integracja 28 państw, które jeszcze nie tak dawno zabijały się na wojnie, to skąd te 48,1%? Zjednoczona Europa rodzi się w bólach na naszych oczach, tylko że jest jeszcze młoda i słaba.

Kiedy przychodzi nam oceniać działanie UE zwykle odwołujemy się do problemów globalnych - oceniamy czy radzi sobie z Rosją, z polityką wobec imigracji, z zamachami terrorystycznymi, etc. A mnie marzy się reportaż z prawdziwego zdarzenia opisujący Unię "od dołu". Czy komuś przyszło do głowy zapytać mieszkańców przygranicznych miasteczek i wsi, co myślą o ewentualnym przywróceniu granic? Czy po niemal trzydziestu latach działania Układu z Schengen ktoś potrafi na serio wyobrazić sobie przywrócenie w tych miescach kontroli paszportowych?

Kiedy w kwietniu tego roku, z powodu przybywających do Austrii imigrantów Wiedeń zdecydował się na czasową kontrolę paszportów na granicy włosko-austriackiej, w Brennero wybuchły protesty. Młodzi z Włoch, Niemiec i Austrii protestowali wspólnie, ramię w ramię przeciwko decyzji austriackich polityków. Ale próżno szukać tej wiadomości w prasie "europejskiej". Dziennikarze narzekający, że politycy Brukseli oderwali się od rzeczywistości, zapominają często przyglądać się temu, co dzieje się w Europie, wśród jej zwyczajnych mieszkańców, zamiast wpratrywać się wyłącznie w profile Twittera Junckera czy Tuska.

Paradoks z Unią polega na tym, że niestety nie potrafimy przeskoczyć granic. Więcej mają ze soba wspólnego mieszkańcy wielkich miast Europy, tolerancyjni, proeuropejscy, wykształceni, otwarci i dość zamożni z różnych krajów naszego kontynentu niż na przykład Polak głosujący w poprzednich wyborach na PO ze swoim rodakiem głosującym na Korwina. Pałający nienawiścią do "ciapatych", wygrażający pięścią polski pseudokibic bardziej nienawidzi własnych rodaków, zwolenników przyjmowania imigrantów, określając ich pogardliwie "lewakami" niż kolegi z Rosji, który nawołuje do bicia geja.

Integracja Unii Europejskiej zaowocowała nacjonalizmami i bolesnymi podziałami w poprzek narodów. Mamy dziś kłopoty z ultrakonserwatystami nie dla tego, że Europa się nie potrafiła zjednoczyć, tylko dlatego właśnie, że część kontynentu jest już właściwie zintegrowana. Jak duża to część? W Wielkiej Brytanii to dokładnie 48,1% obywateli chcących głosować w tej sprawie.

Mam szczęście pracować w grupie ludzi pochodzących z różnych krajów Europy i bardzo zaskoczyło mnie, jak w sprawie Brexitu podzieliliśmy się dokładnie na pół i, co ważniejsze, ten podział nie miał nic wspólnego z geografią. Część z nas czuła się zaniepokojona i miała nadzieję, że takich referendum nie będzie już w żadnym innym, europejskim kraju, a druga część tryumfowała i o wszystko obwiniała Brukselę.

Tak, moim zdaniem Europa jest podzielona, ale nie na narodowości, ale na pół - część Europejczyków chce dalszego zjednoczenia, pozostali chcą państw narodowych. Tych pierwszych łączy przywiązanie do praw obywatelskich, wolności słowa, liberalnej demokracji, tych drugich łączy konserwatyzm, strach przed imigracją, globalizacją, dlatego daleko bardziej są oni przywiązani do idei narodowościowych i konserwatywnych.

Jakże podobnie brzmią idiotyczne hasła głoszone przez zwolenników Brexitu o "odzyskaniu kontroli" do haseł polskich konserwatystów wstawiających słowo "suwerenność" w co drugie zdanie.

Oczywiście - to są wszystko moje tezy na potrzeby tego wpisu, moja opinia nie jest podparta żadnymi badaniami, żadnymi sondażami poza samym Brexitem, więc służyć może tylko jako ciekawostka, jako wstęp do dyskusji. Poza tym przyznam wam się szczerze - czarnowidztwo i pesymizm w komentarzach w prasie na całym naszym kontynencie budzią we mnie wrodzoną przekorę i ciekawość - czy nie przegapiliśmy przypadkiem czegoś ważnego, co dotyczy nas bezpośrednio?

Marzą mi się paneuropejskie wybory, gdzie Europa zaproponuje mi coś więcej niż wybór między Kukizem, Korwin-Mikkem, Jarosławem Kaczyńskim i Grzegorzem Schetyną.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • danekstraszynski

    Hallo Anetta, oczywiście dalsza integracja europejska, zacieśnienie więzów, Federalna Europa, wspólna armia... itp. To jest logiczne, ma sens i opłaca się nam wszystkim Europejczykom. Niestety część społeczeństw za tym nie nadąża, więc trzeba koniecznie przyhamować. Naprawić błędy słusznej globalizacji i eu-integracji...
    W tej chwili mam do czynienia z kolejnym wydaniem "wiosny ludów". W Anglii powtórzono XIX-to wieczne niszczenie maszyn i mamy irracjonalny brexit. Prosty człowiek zachodni zaczął się niewygodnie czuć na tym świecie.

  • anetakruk

    Witam!
    Owszem, świat pędzi i wielu z nas czuje się niewygodnie. Mam tylko wrażenie, że pewne procesy są bardzo podobne w bardzo różnych miejscach na świecie. Wielu z nas, Europejczyków, żyje w europejskiej ojczyźnie z zadowoleniem. Wiele jest oczywiście do naprawienia, ale nie lekceważmy tych, którzy są już gotowi do głębszej integracji. Paradoks polega niestety na tym, że politykom krajowym niesłychanie łatwo jest zwalać wszystko na Brukselę, bo to nie "Bruksela" ich wybiera, tylko przeciętny Polak. Obserwuję to na co dzień w polityce włoskiej. Może rzeczywiście będziemy musieli utracić część naszej europejskiej jedności, aby zrozumieć, do czego nam ona jest właściwie potrzebna? Brexit w tym kontekście może być niesłychanie pouczający. Pozdrawiam serdecznie!

  • pogin

    Witaj Aneto :) powoli wracam i od razu pozdrawiam :)
    Uczę się na blogu wszystkiego od nowa, ale rozkręcę się :)

  • pogin

    Witaj Aneto :) powoli wracam i od razu pozdrawiam :)
    Uczę się na blogu wszystkiego od nowa, ale rozkręcę się :)

  • anetakruk

    Witam serdecznie!!! ;-)))
    Baardzo się cieszę, że Cię "czytam"!
    Jak widzisz, sama zaglądam tu dość rzadko. Chciałabym pisać bardziej regularnie, ale niestety, obowiązki nie zawsze mi na to pozwalają. Cóż, mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze! Pozdrawiam!

  • pogin

    Wszystko OK :)
    A teraz krótko do materiału - tylko coraz większa integracja! W dobrym kierunku mamy tylko jedną drogę! - co oczywiście nie znaczy, że nią pójdziemy...
    Niestety

© Wiatr z Południa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci