Menu

Wiatr z Południa

Blog o polityce oraz o ciemnych stronach Europy, o upadku Arkadii. Piszę o sytuacji we Włoszech i o Afryce, emigracji i kolonizacji, szukam odpowiedzi na pytanie - czym jest nasza zachodnia kultura i czy naprawdę zbliża się jej kres..? Mój blog wciąż się zmienia. Napisz, co o nim myślisz - anetakruk@gazeta.pl

WŁOCHY I POLSKA - na jednym wózku

anetakruk

Rzym, 8 marca, Strajk kobiet

 

To z całą pewnością nie jest czas milczenia, to czas w którym każdy powinien głośno krzyczeć. Póki jeszcze można.

 

Przez lata, tu na tym blogu krytykowałam włoską politykę – że wsobna, że infantylna, że zamiast twardo bronić swych interesów w UE, niepotrzebnie przerzuca odpowiedzialno za swe problemy na instytucje unijne, odsądza od czci i wiary Angelę Merkel, o wszystko obwinia Euro, jakby w tworzeniu Unii, nie brali udziału włoscy politycy. Coś jednak ostatnio zaczęło się zmieniać na lepsze. Wreszcie, zamiast narzekać na Europę, jakby była jakąś nieokreśloną bliżej odległą, zewnętrzną ciemiężycielką, Włosi nagle przypomnieli sobie, że, jeśli tylko zechcą, mogą wziąć udział w najważniejszych jej decyzjach. Niemcy tylko na to czekali. Merkel nie jest typem polityka, który ma ochotę na niesienie odpowiedzialności za UE na swoich plecach w czasie, gdy wszyscy jej marudzą nad głową.

Tak więc stało się – w Wersalu przywódcy Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii zdecydowali się na głębszą integrację. Po tej deklaracji reszta państw mogła już tylko ustosunkować się do tego wyboru – albo wsiadają do nowego, szybszego unijnego pociągu, albo zostają na peronie. Polacy jeszcze sobie dobrze nie zdają sprawy z tego, co to dla nas oznacza i to naprawdę najbardziej mnie przeraża.

Powszechny wybuch euforii po klęsce polskiego rządu w wyborach na przewodniczącego Rady Europejskiej i wygranej Donalda Tuska odwróciła uwagę opinii publicznej od prawdziwych zagrożeń, jakie czyhają na nas na horyzoncie. Zdecyduję się na wariant dość kontrowersyjny – moim zdaniem za rok, dwa lub trzy Jarosław Kaczyński skazany jest na porażkę tak czy inaczej, a składa się na to wiele czynników. To jest człowiek, który niestety nigdy nie powinien był dostać w swe ręce władzy. Nie panuje nad emocjami, a jedynym jego politycznym paliwem jest głęboko uguntowane poczucie klęski i przegranej w przeszłości. Dodatkowo po katastrofie Smoleńskiej w tym człowieku coś się bezpowrotnie złamało, co dziś sprawia, że Kańczyński postępuje irracjonalnie i nieodpowiedzialnie.

Lecz zadajmy sobie dziś pytanie – co dalej?

Odjazd Unii Europejskiej w nieznanym kierunku to materiał na tyle negatywnych scenariuszy, że aż strach o tym pisać. Włoskie media, co mnie bardzo zaskoczyło, szeroko komentowały spór polskiego rządu o stanowisko przewodniczącego RE, choć komentatorzy dość zgodnie pukali się palcem w czoło. Nazajutrz po wygranej byłego polskiego premiera, włoskie gazety nie napisały już o tym ani słowa. Pełne były za to analiz co do przyszłości Unii i nie było w nich już o Polsce ani słowa.

Jeśli najbogatsze państwa pojadą swoją drogą, a my zostaniemy w tyle, bardzo prawdopodobny jest scenariusz, że dostaniemy od Unii mniej pieniędzy. Brexit może stać się pretekstem do renegocjacji aktualnej perspektywy finansowej UE, co byłoby już dla nas zupełną porażką. Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, jak wówczas ułożą się zdania Polaków i Polek odnośnie chęci pozostawania w strukturach Unijnych. Być może więc, po PiSie nie przyjdzie rządzić Donaldowi Tuskowi lub opozycji, lecz władzę dostanie w swe ręce Kukiz lub gorzej jeszcze, jakiś twór, którego jeszcze nie znamy, stworzony z najconalistów, pseudokibiców i innych tego typu środowisk? Jakie argumenty wtedy będą mieli zwolennicy Unii Europejskiej, aby pozostać w jej strukturach? A co, jeśli okaże się, że Unia, odarta z jej finansowego seksapealu, nagle przestanie się Polakom podobać? Dziś nie ma już w Watykanie Karola Wojtyły, który mógłby przeciągnąć poparcie polskich katolików na szalę Unijnego zwycięstwa. Co, jeśli naprawdę przyjdzie nam w przyszłości walczyć nie tylko o demokrację, niezależne sądy, autorytet Trybunału Konstytucyjnego, ale także o naszą przynależność do zachodniej Europy?

Jest kilka, bardzo słabych światełek w tunelu.

Przede wszystkim ciągłe protesty. Nie wiem, jak to wygląda z perspektywy Polski, wyobrażam sobie, że KOD słabnie, mniej jest masowych manifestacji, które jednorazowo przyciągają tłumy w centrach miast. Ale z mojego punktu widzenia, Polska pulsuje gniewem, protestami i oporem. Ten opór czasem jest manifestacją siły, jak największe marsze KODu, czasem jest jak niespodziewany jak zwycięskie tsunami strajków kobiet, czasem też jest niesłychanie bolesny i dramatyczny, jak wydarzenia przed sejmem w grudniu zeszłego roku. Kiedy wydawało się już, że Polska demokratyczna przysypia, że się poddała, że czeka w milczeniu na wybory za trzy lata, nagle znów nastąpiło przebudzenie – na wczorajszej miesięcznicy smoleńskiej ludzie skandowali "Donald Tusk", a do Kaczyńskiego wołali "będziesz siedzeć". Kiedy obserwuję to z mojego ciepłego, bezpiecznego mieszkania w Rzymie, dreszcze przechodzą mi po plecach. Za każdym razem bowiem emocje w tych protestach są na odrobinę wyższym poziomie. I nie, nie możemy się łudzić – to jest nasza wina, nie Kaczyńskiego. Taki człowiek nigdy nie powinien był zostać wybrany i za ludzi, którzy głosowali na niego w desperacji, nie widząc alternatywy, my też ponosimy odpowiedzialność. To są nasi rodacy. Nie możemy dać się podzielić.

Przez lata obserwowałam bezsilny gniew Włochów, zawstydzonych i oburzonych tym, że na świecie są reprezentowani przez Silvio Berlusconiego. Chcieli odsunięcia go od władzy, chcieli go wsadzić do więzienia, ukarać. Ale nawet gdyby to im się udało, to przecież nie można uciszyć nagle tej części społeczeństwa, która na niego głosowała, prawda? Trzeba ją przekonywać do swoich racji. To nie Berlusconi było problemem, lecz ci, którzy identyfikowali się z jego polityką.

Dziś, najlepsi politolodzy włoscy prorokują wielki powrót Silvio. Być może w przyszłych wyborach powalczy on o władzę z Beppe Grillo. Wtedy już naprawdę sama nie wiem, komu będzie trzeba kibicować. Oby Polska za trzy lata stanęła przed wiele lepszą alternatywą. Co ja piszę! Oby jeszcze miała jakąś alternatywę.

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • danekstraszynski

    Ograniczenie strumienia pieniędzy do Polski nastąpi z całą pewnością. Niezależnie od opcji politycznej wyborcom zachodnim coraz trudniej jest zaakceptować finansowanie dyktatur z ich podatkowych pieniędzy.

    Dla Polaków będzie lepiej, jeżeli powstanie nawet mniejsza Europa ale za to bardzo silna i sprawna. Kierunek przemian jest zupełnie jasny. Mniej państwa narodowego, a więcej centralnego. Dyskusja będzie dotyczyć tylko szczegółów i taimingu.

    Już na jesieni trzeba się przygotować na masową emigrację z Polski. Będzie to kolejna Wielka Emigracja, kiedy wyjadą najinteligentniejsi i najbardziej twórczy.

    Smutno się robi...

© Wiatr z Południa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci