Menu

Wiatr z Południa

Polityka i kultura, Włochy i Polska, północ i południe. Oto ja - blogerka na styku dwóch światów anetakruk@gazeta.pl

O POLSKICH OFIARACH, czyli co łączy Piotra S. i Andrzeja Ż.?

anetakruk

47d1e9

 

Piotr S. i Andrzej Ż. - dwie ofiary i dwa symbole dwóch „Polsk”, które nie potrafią się zrozumieć i nie potrafią ze sobą współczuć. Po jednej stronie stoi Polska inteligencka, oczytana, wierząca w wartości abstrakcyjne takie jak wolność, równość wobec prawa, trójpodział władzy, czy demokracja, ale przede wszystkim Polska syta – średnio zamożna, mieszkająca we własnych domach, kształcąca swoje dzieci, podróżująca na wakacje za granicę. Po drugiej stronie jest zaś Polska wkurzona, głodna, którą przerosły kredyty, która straciła pracę, zachorowała, ma niepełnosprawne dzieci lub rodziców, Polska, która z różnych powodów ledwie wiąże koniec z końcem. Dlaczego nie potrafimy sobie współczuć?

Jest coś krępującego dla mnie w mitologii narastającej wokół postaci Piotra S. Wciąż ktoś podkreśla, jak inteligentny, wykształcony był to człowiek. To nie problemy ekonomiczne czy prywatne popchnęły go do tego czynu, lecz zatroskanie o Polskę – słyszę wciąż, jakby antypisowska część komentatorów chciała dodać, choć wstydliwie nie dodaje, że ludzkie dramaty związane z biedą, utratą pracy, niemożnością zapewnienia dobrego wykształcenia dzieciom to były problemy mniej ważne, mniej istotne dla dobra całego naszego państwa.

Oba przypadki samospalenia, podobnie jak tysiące innych samobójstw w całej Polsce to wstyd dla nas wszystkich. Nie słuchamy się nawzajem, nie troszczymy się o siebie. Nasze pokolenie wychowało młodych ludzi, którzy głosują partie promujące jak najniższe podatki, sprywatyzowanie służby zdrowia, to oni są dziś najbardziej przeciwni przyjmowaniu uchodźców. Nauczyliśmy ich gardzić słabszymi, innymi, mniej zdolnymi. Kazaliśmy im zarabiać pieniądze, "radzić sobie w życiu" i walczyć o swoje, pominęliśmy tę część opowieści o patriotyzmie, która każe ponosić odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Jestem wstrząśnięta tym, co robi PiS z Trybunałem Konstytucyjnym, Sądami, Puszczą Białowieską i ustawą antyaborcyjną. Kiedy tylko mogę, biorę udział w protestach. Ale jeszcze bardziej wstrząsnęło mną odkrycie, że za czasów rządów PO w Warszawie ktoś bezkarnie zabił kobietę, która walczyła o prawa lokatorów i nikogo z nas szczególnie ta wiadomość nie obeszła. NAS – nie polityków, dziennikarzy, komentatorów, tylko NAS, opinię publiczną.

Akt samospalenia Piotra S. jest straszny i wstrząsający, podpisałabym się pod jego apelem, który pozostawił, ale przecież jego opowieść jest częścią większej opowieści. Druga część dla nas, antypisowców jest zakryta, nie widzimy jej. Tu ofiarą jest Andrzej Ż., emerytowany policjant, który z desperacji podpalił się pod Kancelarią Rady Ministrów w 2011 roku. Czy jego desperacja była gorsza od desperacji Piotra Ż.? Czy chęć zapewnienia dobrobytu własnej rodzinie jest mniej ważna od praworządności w kraju? To zbyt wielkie pytania jak dla mnie. Nie odważę się na nie odpowiedzieć.

Jedno wiem na pewno – przemoc, którą w polityce stosuje dziś PiS, a na którą pozwala jego elektorat, jest efektem wcześniejszej przemocy, którą my przegapiliśmy, przekonani, że miasta się budują, autostrady otwierają, a Europa stoi przed nami otworem. Nauczyliśmy się lekceważyć ludzi, których osobiste historie nie pasują do tego sztucznego, cukierkowego obrazka.

Manifestacje, strajki i protesty przeciwko PiS nie przynoszą prawie żadnych efektów, bo protestuje wciąż ta sama część Polski, którą druga strona nazywa pogardliwie "elitą oderwaną od koryta".

Obserwowałam protest młodych medyków, o których dziś już nikt nie pamięta. Ich akcja również nie mogła się udać – byli zbyt piękni, zbyt młodzi, zbyt wykształceni, zbyt wiele perspektyw stało przed nimi otworem, aby ta druga strona mogła się nimi przejąć. Bo ta druga strona identyfikuje się inaczej. To ludzie, którzy nie widzą siebie jako pięknych, bogatych, to ludzie, których z jakiegoś powodu młoda Polska demokracja zawiodła, i do których w odpowiednim momencie nikt nie wyciągnął ręki. To niekoniecznie są ludzie biedni, ale z pewnością są to ludzie w jakiś sposób wyrzuceni poza ramki kolorowej, proeuropejskiej Polski, w której zabrakło miejsca na rodziny wielodzietne, problemy zwyczajnych robotników, pracowników fabryk. Dostrzegaliśmy rosnący polki import, ale zlekceważyliśmy głos ludzi, których praca fizyczna przyczyniła się do jego zwiększenia. Nie ma ich w tak zwanej narracji polskich elit.

Dla jasności – nie mam na myśli braku opiekuńczego państwa, ale braku empatii, zwykłej, codziennej ludzkiej solidarności, pomocy drugiemu człowiekowi. Mam na myśli brak respektowania prawa pracy, szacunku dla ludzi, którzy nie są profesorami, przedsiębiorcami, ekonomistami. Bo polski kapitalizm jest kapitalizmem wyjątkowo bezwzględnym. Medycy umierają z przepracowania, a wiadomość o tym nikogo specjalnie nie porusza. Ilu ludzi ginie w Polsce w miejscu pracy? Ilu ulega wypadkom? Jaką dostają pomoc i czy w ogóle? Ile kobiet codziennie jest molestowanych w miejscu pracy, ale nie mogą o tym mówić z obawy, że zostaną wyrzucone? Po co komu akcja metoo, skoro zwykłe Polki do dziś nie mogą pozwolić sobie na to, aby opowiedzieć, jak wygląda szara, biurowa rzeczywistość?

Kilka miesięcy temu obejrzałam świetny show Michaela Moora, amerykańskiego reżysera o progresywnych, lewicowych poglądach. Pojechał on do tak zwanego "pasa rdzy" w USA, czyli do małego miasteczka w Midwest, gdzie Donald Trump miał najwięcej wyborców, aby przekonywać ich do głosowania na Hilary Clinton. Polecam ten program wszystkim polskim antypisowskim dziennikarzom, celebrytom, aktorom i działaczom. Michael Moore – bez pogardy, bez wymądrzania się, z głębokim współczuciem dla ludzi, którzy stracili na globalizacji rozmawia ze swymi rodakami. Powinniśmy wziąć z niego przykład i zacząć rozmawiać ze sobą.

Nawet gdyby jutro w magiczny sposób spełniły się marzenia naszych elit i cały PiS został przeniesiony na Księżyc, to przecież wciąż tu, w Polsce zostaną jeszcze nasi rodacy, którzy na nich głosowali. To z nimi musimy podjąć dialog, jeśli chcemy ocalić słaniającą się na nogach, polską demokrację.

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • danekstraszynski

    Niestety mamy takie elity i inteligencję, jaką mamy. Innej nie będzie. Dobrym przykładem jest ostatnia sytuacja. pani premier i jej szef występują publicznie chwaląc się wzajemnie przy pomocy kłamstw i kradzieży cudzych zasług. Przemówienia były skierowane do zwolenników.

    Natomiast czołowi przywódcy opozycji nie uważają za godne ich honoru wystąpić z kulturalną kontrą. Lekceważą wyborców PiS-u? Czyżby zwolennicy dobrej zmiany nie byli godni, żeby z nimi rozmawiać?

    Natomiast niejaki Szetyna zapowiada odwołanie rządu, ponad głowami swoich i w ogóle wszystkich wyborców. Policzył szable? Taka akcja obiektywnie przyczynia się tylko do zwarcia pisowskich szeregów, więc o co chodzi. Czyżby facet miał umorzoną pożyczkę w SKOKach?

© Wiatr z Południa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci