Menu

Wiatr z Południa

Blog o polityce oraz o ciemnych stronach Europy, o upadku Arkadii. Piszę o sytuacji we Włoszech i o Afryce, emigracji i kolonizacji, szukam odpowiedzi na pytanie - czym jest nasza zachodnia kultura i czy naprawdę zbliża się jej kres..? Mój blog wciąż się zmienia. Napisz, co o nim myślisz - anetakruk@gazeta.pl

WSZYSTKIE GARNITURY DONALDA TUSKA

anetakruk

 

Siedzę sobie właśnie w ten kolejny słoneczny i gorący rzymski dzień na balkonie mojego mieszkania i czytam „Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego. Nie sposób się nie uśmiechnąć:

 

„Rano usłyszałem w sąsiednim pokoju rozmowę. Rozróżniłem głos Maria. Później dowiedziałem się, że była to dyskusja, jak mnie ubrać normalnie, jako że przyleciałem odziany wedle mody à la Pakt Warszawski, rok ’56.  A więc miałem garnitur z szewiotu w ostre, szaroniebieskie paski – marynarka dwurzędowa o wystających, kanciastych ramionach i przydługie, szerokie spodnie z dużym mankietem. (...)

Bowiem konfrontacja Wschód-Zachód przebiegała nie tylko na poligonach, ale również we wszystkich innych dziedzinach. (...)

Nie trzeba było nosić przy sobie paszportu – na odległość widziało się, kto jest z której strony żelaznej kurtyny.”[1]

Tak Kapuściński opowiada o tym, jak po raz pierwszy w życiu znalazł się za granicą. Przylatuje do Rzymu jako początkujący reporter, aby udać się potem do Indii. Fascynująca książka – polecam z całego serca.

Zmiany kulturowe, jakie zaszły w ciągu ostatnich lat w modzie Polaków, dokonały się na naszych oczach - pamiętam jeszcze czasy komuny (w moich dziecięcych wspomnieniach wszystko się zlewa z jedną szarość), potem lata dziewięćdziesiąte, kiedy nosiło się wszystko, byle tylko miało „zachodnią” metkę.

Wspominam z rozbawieniem jeden z wywiadów byłego premiera Marcinkiewicza, kiedy opowiadał, że w czasie pierwszego spotkania na szczycie w Brukseli, jego świeżo zakupiony garnitur miał jeszcze zaszyte kieszenie. Nie głosowałam wtedy na PiS, ale pamiętam, jak się irytowałam, że mojego kraju, który ciężko pracuje na swój sukces na arenie międzynarodowej, który musi podjąć równą walkę o swoje interesy z twardymi, europejskimi partnerami, nie stać na zakupienie porządnego garnituru dla swojego premiera odpowiednio wcześniej.

Oczywiście, dziś już nasi politycy nie mają pozaszywanych kieszeni w garniturach. Nie potrzebują też najdroższych marek, butów z krokodylej skóry czy złotych zegarków, aby się dowartościować. Udowodniliśmy w ciągu tych ostatnich lat, że potrafimy się ostro targować o nasze interesy i  nie musimy nic nikomu udowadniać.

Dlatego uważam wydatek na garnitury Donalda Tuska za rozsądny i mieszczący się w europejskich miarach i standartach. Zmuszanie go do tłumaczenia się z tego, co nosi, kiedy reprezentuje nasze państwo jest małostkowe,  niesprawiedliwe i żenujące.

Premier RP to nie Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, czy Leszek Miller, to instytucja i ma się prezentować w sposób odpowiedni – szykowny, elegancki, lecz trzeźwy. I tak się nasz premier prezentuje. Doprawdy, tyle jest rzeczy, za które można go krytykować, że czepianie się go o to, że dobrze wygląda za pieniądze podatników jest zupełnym nieporozumieniem.

P.S. Widziałam fragmenty eleganckiej kolacji, na którą zaproszony został Barack Obama wraz z rodziną przez Angelę Merkel. Był wystawny posiłek i był też szampan. Mam uwierzyć, że za to wszystko zapłaciła pani Kanclerz z własnej kieszeni? Na pewno nie, bo to NIEMIECKIE PAŃSTWO podejmowało amerykańskiego prezydenta, więc słusznie zapłacili za to niemieccy podatnicy.



[1] Podróże z Herodotem, Ryszard Kapuściński, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, str. 16.

BÓJ RYTUALNY

anetakruk

Zacznę od pewnego wyznania: kiedy byłam małą dziewczynką, moja rodzina, w myśl tradycji, zakupiła żywego karpia na Boże Narodzenie. Przez kilka godzin przyglądaliśmy się bezmyślnie, jak pływał w napełnionej wodą wannie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że zadajemy mu cierpienie. Ani moja matka ani ojciec nie mieli odwagi go zabić, zawieźliśmy go zatem w końcu do małego stawu w Wejherowie (gdzie wtedy mieszkaliśmy) i wypuściliśmy „na wolność”, co dla hodowlanego karpia tak czy inaczej oznaczało śmierć. Żadne z nas już nigdy nie zakupiło żywej ryby.

Wnioski?

Przechowywanie żywych karpi przed wigilją w warunkach domowych, lub gorzej jeszcze - na straganach i w supermarketach – polski zwyczaj barbarzyński.

Masowe wybijanie małych jagniąt tuż przed Wielkanocą – włoska tradycja – zwyczaj barbarzyński.

Przewóz koni przez całą Europę w potwornych warunkach, polski (nie tylko) sposób na zarobienie kilku złotych – zwyczaj barbarzyński.

Przechowywanie psów w klatkach tak, aby klient restauracji w Chinach mógł sobie wybrać, którego ma ochotę zjeść – zwyczaj barbarzyński.

Podrzynanie krowie gardła i tchawicy, ale pozostawienie całego kręgosłupa tak, aby do ostatniej chwili wszystko czuła i uśmiercenie jej przez wykrwawienie – zwyczaj barbarzyński.

Wbijanie noża w żywego tuńczyka i uśmiercanie go przez wykrwawienie tak, aby sushi smakowało lepiej – zwyczaj barbarzyński.

Nie będę kontynuować, nie mam na to siły...

Wybaczcie, nie można wszystkiego usprawiedliwić tradycją. Nikt z nas nie jest bez winy.

Kocham Rzym za jego wielobarwność, wielokulturowość. Moi znajomi, przyjaciele, współpracownicy czy klienci to Chińczycy, Japończycy, Żydzi, Egipcjanie, obywatele stu innych państw świata. Dyskutujemy o kulturze, historii, świecie i czasem się zgadzamy a czasem nie.

W kwestii praw zwierząt do śmierci tak bezbolesnej jak to tylko możliwe, granica w opiniach nie przebiega między religijnymi wyznaniami, lecz między ludźmi w ogóle, nawet należącymi do tej samej grupy wyznaniowej. Znam muzułmankę, która przeciwna jest ubojowi rytualnemu i znam wielu katolików, czy ateistów, którzy nie widzą w tym nic złego, uważają nawet, że takie mięso smakuje lepiej!

Dlatego nie ma i nie będzie mojej zgody na legalizację uboju rytualnego. Szczególnie, że dyskusja w Polsce dotyczy pieniędzy i partyjnych interesów, o prawach mniejszości wyznaniowych nikt się nawet nie zająknął! Można się zgodzić na ściśle kontrolowany ubój rytualny (piszę to bólem) na WYŁĄCZNE potrzeby lokalnych mniejszości religijnych, ale nie będzie zgody na eksport tego mięsa i zarabianie na nim pieniędzy.

Tym, którzy mi zarzucą hipokryzję, którzy powiedzą, że jeśli to nie Polska będzie producentem tego mięsa to zajmie się tym ktoś inny, odpowiem słowami Iwana Turgieniewa: "Nie wolno niczego nie robic tylko dlatego, że nie można zrobić wszystkiego."

 

Święto pracy, święto konstytucji

anetakruk

Art. 24.

Praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej. Państwo sprawuje nadzór nad warunkami wykonywania pracy.

 

- tak stanowi ten często zapominany artykuł naszej Konstytucji.

Obserwowałam z ciekawością świętowanie 1 maja w Polsce i we Włoszech i skłoniło mnie to do kilku refleksji.

„1 maja było kiedyś obowiązkowym świętem związanym z komunistycznym reżimem; dziś i w przyszłości to święto związane z członkostwem Polski w Unii Europejskiej - mówił w środę prezydent Bronisław Komorowski na Pikniku Europejskim w stołecznych Łazienkach Królewskich.” (źródło: PAP).

To bardzo pięknie, że Prezydent chce przywołać i podkreślić nasze członkowstwo w Europie i przypomnieć, że jesteśmy jej integralną częścią. Szkoda jednak, że symbol święta 1 Maja wciąż jest skrępowany przez naszą komunistyczną przeszłość. Czas porzucić te więzy i w kraju, w którym Święto Pracy następuje tuż przed Świętem Konstytucji 3 Maja (jak często się chwalimy pierwszej w Europie i drugiej na świecie), powiedzieć kilka słów o tym, że Rzeczpospolita, w swoim aktualnym, najważniejszym, fundamentalnym dokumencie zobowiązuje się wobec swoich obywateli do ochrony pracy i nadzoru nad warunkami jej wykonywania.

Komunistyczne, lewackie gadanie?

Przedwczoraj we Włoszech o pracy mówili wszyscy najważniejsi politycy lewicy i prawicy, media, ludzie kultury. Konserwatystów odsyłam do słów Papieża Franciszka, który powiedział wczoraj „że praca daje nam godność”[1]. Przypomniał też, i słowa te nabierają dramatycznego znaczenia w obliczu tragedii w Bangladeszu, że „dzisiaj wiele systemów socjalnych, politycznych i ekonomicznych dokonało wyboru, który oznacza wyzyk człowieka” (oba cytaty za: http://www.avvenire.it/Chiesa/Pagine/papa-primo-maggio-lavoro.aspx).

Włoską konstytucję otwiera artykuł 1. – „Republika Włoska opiera się na pracy”. (Użyte przeze mnie słowo „opiera się” nie jest najlepsze. W oryginale jest „fondata”, co kojarzy się z czymś absolutnie podstawowym i fundamentalnym.) O pracy i bezrobociu, a szczególnie o bezrobociu ludzi młodych, słyszy się na każdym kroku i może pora wspomnieć o nim także i w Polsce?

W swoim bardzo ciekawym artykule dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatana pisze: „W większości krajów Unii bezrobocie dotyka głównie ludzi młodych. Niestety także w naszym kraju. W marcu br. w Polsce bez pracy było 28 proc. ludzi, którzy nie ukończyli 25 lat. To nieznacznie mniej niż w styczniu, czy lutym, ale więcej niż przed rokiem, kiedy nie miało zatrudnienia 25,9 proc. młodych.”  (http://pkpplewiatan.pl/opinie/aktualnosci/2013/1/widmo_bezrobocia_krazy_wsrod_mlodych).

Wydaje się, że struktura i przyczyny bezrobocia w Polsce i w takim kraju jak np. Włochy są różne, ale problemy z nim związane mogą być podobne. Prowadzą do wzmocnienia skrajnych ideologii, do nastrojów zwątpienia w struktury własnego państwa, w Unię Europejską, czy w ogóle w demokrację. Problemów tych na pewno nie pomoże rozwiązać ostatni budżet Uni Europejskiej, który zakłada obcięcie środków na rozwój, badania naukowe i kulturę, że o awanturze o Erasmusa nie wspomnę.

Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie serdecznie pozdrawiam tych, którzy w ten świąteczny długi weekend z różnych powodów pracują.



[1] Wszystkie cytaty włoskie zostały przetłumaczone przez autorkę bloga

Więcej Europy w Europie

anetakruk

 

Przeglądam internetowe strony polskich dzienników i widzę tytuły – Europa ma nowego króla! – Acha, to o nowym królu Holandii.

Gowin spotkał się z byłymi posłami PiS-u i Tusk się dowiedział.

Biskupi nie lubią Gowina.

Koziej: dziś nie grozi nam wojna, ale...

Amanda Knox żali się : nazywają mnie diabłem.

hmmm...

Czytam i nie wierzę własnym oczom.

Pamiętam, jak po raz pierwszy przyjechałam do Rzymu prawie dziesięć lat temu i jak chwaliłam się na każdym kroku, z jak wspaniałego kraju pochodzę, kraju, gdzie młodzi ludzie potrafią walczyć o swoją przyszłość, wiedzą jak ważna jest kultura i wykształcenie, a w mediach chcą przeczytać o czymś więcej niż o nowych sztucznych piersiach jednej z aktorek, lub o oryginalnej recepcie na nowe danie. We Włoszech wówczas młodzi mieli coraz mniej zapału do nauki, a o włoskich mediach trudno było powiedzieć chociaż jedno dobre słowo.

Minęło dziesięć lat, przez Europę i świat przetoczył się kryzys, Polska nadal się rozwija (chodź z trymestru na trymestr coraz mniej), a Włochy weszły w decydującą i najbardziej chyba bolesną fazę recesji.

Powiedzmy więc kilka słów o tym, co się w Europie dzieje, skoro polskie gazety tak mało o tym piszą. Po wielotygodniowych przepychankach, wydaje się, że Berlusconiemu udało się osiągnąć kolejne, historyczne zwycięstwo i zmusić osłabioną wewnętrznymi sporami lewicę do koalicji, która mogłaby być dla wyborców tej ostatniej nie do zaakceptowania. Triumfuje też Beppe Grillo i jego Ruch 5 Gwiazdek, który może z pasją oddać się swojemu ulubionemu zajęciu, czyli krzyczeniu o „końcu Republiki” i „zdradzie narodowej” (skąd my to znamy, swoją drogą?!).

Nie wiem, jak długo przetrwa ten nowy rząd i czy za dobry prognostyk może świadczyć fakt,  że jest on rządem dużo młodszym od swych poprzedników, że jest w nim więcej kobiet i że Włochy mają swoją pierwszą czarnoskórą ministrę do spraw integracji imigrantów. Są to dobre sygnały wysłane do elektoratu, ale mogą nie wystarczyć. Całą odpowiedzialność za ów rząd bierze na siebie ten relatywnie młody premier, wywodzący się z tradycji chrześcijańskiej demokracji – Enrico Letta (54l.)

Światełkiem w ciemnym i głuchym tunelu kryzysu może być dla Włochów dyskusja, która wreszcie się rozpoczęła (tak, także dzięki Beppe Grillo i jego ruchowi), a której wyraźnie brakuje w Polskich mediach.

Partia Enrico Letty, pokiereszowana, nieszczęsna lewica, może zapłacić największą cenę za „zdradziecką”, ale niestety jedyną możliwą koalicję. Mimo to sam premier nie boi się podnosić tematów ważnych. Nie boi się w swoim programowym wystąpieniu, wbrew części własnego ugrupowania, mówić o Europie zjednoczonej, gdzie Euro zostaje wsparte przez silną politykę Europy Federalnej, której przywódcy, w obawie przed nowymi sondażami, nie porzucają wielkich snów i projektów, bo nasza przyszłość – Europy północnej i południowej jest wspólna i zależna tylko od nas samych.

Enrico Letta kilka godzin po uzyskaniu we włoskich izbach votum zaufania wylatuje do Niemiec na spotkanie z Angelą Merkel. W programie ma też już wizytę w Paryżu, Brukseli i Madrycie.

Czy Europa obudzi się wreszcie z długiego, zimowego snu? Czy na Europejskie salony powrócą wreszcie wielkie ideały, o których myślałam, kiedy po raz pierwszy przekraczałam granicę między Polską a Niemcami bez żadnej kontroli? Marzy mi się Europa silna bo zjednoczona, która może być partnerem dla gigantów takich jak Chiny, Indie, czy Brazylia, a nawet Stany Zjednoczone.

Powiedzmy sobie otwarcie raz na zawsze – Euro nie zostanie wycofane ani z Grecji, ani z żadnego innego europejskiego kraju. I nie dlatego, że wiązałoby się to z wielkimi kosztami dla ich obywateli i nawet nie dlatego, że nie zagwarantowałoby to, jak wielu naiwnie wierzy, zwiększenia siły nabywczej, ale dlatego, że byłby to dla Europy cios zbyt wielki. Byłby to krok do tyłu, przyznanie się do niemożności wypracowania wspólnych, mądrych reguł rynkowych, wspólnej politki, której, przy wprowadzaniu Euro, najwyraźniej zabrakło. Euro nie było błędem. Błędem było stworzenie Euro i zatrzymanie się na tym w pół kroku. Trzeba iść na przód i pogłębiać integrację – argumentował Letta we włoskim parlamencie.

W jednym z piątkowych poranków Radia TOK FM prowadzonych przez Jacka Żakowskiego, Donald Tusk był gościem publicystów i odpowiadał na ich pytania. Pamiętam, jak cieszył się, że Polaków już tak bardzo nie interesuje fakt, że do Polski przyjeżdżają głowy innych, europejskich państw i że gazety o tym w ogóle nie piszą. I że powinniśmy być z tego zadowoleni, bo to, co kiedyś było wyjątkowe, dla Polaków wreszcie stało się normalne, niemal nudne w swej codzienności. Może i tak, ale ja bym się tak bardzo z tego braku zainteresowania nie cieszyła.

 Ostrzegam, kiedy w kraju uwaga opini publicznej koncentruje się na złapanym gwałcicielu, czy na najnowszym programie kulinarnym – to właśnie jest początek kryzysu. Kryzys we Włoszech i także w Europie wziął się z braku wizji, z braku wielkich ideałów, do których mądrze zachęcał na niedzielnej mszy Papież Franciszek wszystkich młodych ludzi.

Europejski kryzys tak bardzo wstrząsnął Europą, ponieważ owej Europy w poszczególnych krajach było za mało – mówił Letta na spotkaniu z Angelą Merkel. I nie sposób się z nim nie zgodzić. Oczekiwałabym podobnej debaty na łamach polskiej prasy, zamiast jałowych artykułów o Amandzie Knox.

Pozdrawiam i życzę wszystkim wypoczynku w te świąteczne, majowe dni.

Beppe Grillo i demokracja online

anetakruk

Cześć!

Pozdrawiam wszystkich!

To mój pierwszy raz i co tu dużo mówić, mam trochę tremy... ;-)

Mieszkam w Rzymie od prawie dziesięciu lat. Tu kupiłam mieszkanie i tu płacę podatki, chociaż nigdy nie brałam pod uwagę, aby zmienić obywatelstwo z polskiego na włoski.

Do założenia blogu nakłoniły mnie komentarze z Polski na temat sytuacji politycznej we Włoszech. Słucham ich z wielkim zainteresowaniem i zastanawiam się, czy z polskiej perspektywy, czyli z perspektywy kraju stabilnego i jednak spokojnego, możemy zrozumieć, jak dramatyczna jest obecnie sytuacja na Półwyspie Apenińskim. Na początek chciałam napisać kilka słów o tym dziwnym, egzotycznym włoskim fenomenie, czyli o Beppe Grillo i jego Ruchu 5 Gwiazdek.

Wydaje mi się, że większość komentatorów (nie tylko tych polskich, ale i włoskich) ślizga się po powierzchni tematu, jakby fenomen Ruchu był nie do końca czytelnym zjawiskiem, a przecież powiedzieć, że Beppe Grillo to populista, i że szkodzi demokracji, to jednak za mało, aby wyjaśnic przyczynę jego popularności. Tym bardziej, że włoskie doświadczenie może się przydać także i w Polsce i to może szybciej, niż niektórzy sądzą.

Kiedy włoska telewizja transmitowała po raz pierwszy przybycie młodych i pełnych zapału polityków Ruchu 5 Gwiazdek, nawet mnie (gdybym mogła, głosowałabym na listę Montiego) udzielił się trochę ich entuzjazm. W kraju, w którym drobne cwaniactwo i przekręty często mylone są z przedsiębiorczością, a rola kobiety zredukowana jest do pięknego wieszaka na modne ciuchy, mającego towarzyszyć podstarzałym showmanom (wybaczcie to słowo, ale nie znalazłam lepszego) włoskiej telewizji, młodzi i dobrze wykształceni ludzie, w jedej trzeciej kobiety, robią wrażenie jednak świeżego powiewu. Dodatkowo mówią to, o czym skostniali, zajęci braniem się za łby politycy włoskiej lewicy chyba zapomnieli, że dla rozwoju ważne powinno być wykształcenie, ciężka praca, a nie znajomości, czy układziki i że młodość (włoski parlament przed wyborami był chyba najstarszy w Europie) w swym niedoświadczeniu i naiwności może nieść ze sobą prawdziwe ideały – ekologiczne, społeczne i także polityczne.

Warto też pamiętać o szczególnej, internetowej dynamice Ruchu i to jest chyba najciekawsze. Właśnie dlatego nie można, moim zdaniem, zredukować go tylko do populistycznego głosu „gniewu ludu”. Szczególnie dziś, kiedy nasza demokracja zdaje się być coraz odleglejsza od swego wyborcy, któremu wciąż wydaje się, że jego głos nie znaczy nic, a jego parlamentarni przedstawiciele tak często wydają się oderwani od naszej codzienności niczym kosmonauci na księżycu. Na tym tle Ruch 5 Gwiazdek, Ruch internautów, ludzi młodych, których kariery niespodziewanie eksplodowały poprzez portale społecznościowe, czyli tam, gdzie dziś społeczna energia gromadzi się w coraz większych ilościach, wydaje się eksperymentem jedynym w skali światowej. Nie wolno tego lekceważyć, przeciwnie, należy z tego wyciągnąć wnioski, gdyż obywatele domagają się partycypacji i nie ma chyba lepszej platformy dla ich woli od internetu.

Z drugiej znów strony, widzenie internetu jako jedynej przestrzeni wolności, gdzie wszyscy na równych prawach mogą wyrażać swoje poglądy jest bardzo niebezpieczne, bo to internet właśnie, ze względu na brak reguł i jakiejkolwiek kontroli może być bardzo łatwo poddany manipulacji.

Na koniec, wracając do Ruchu 5 Gwiazdek: wydaje mi się, że największą siłą i największym problemem Ruchu jest paradoksalnie sam Beppe Grillo i jego skandaliczne, populistyczne wypowiedzi, świadczące o kompletnym niezrozumieniu mechanizmów demokratycznych, niezdolności do kompromisu i dialogu. Przede wszystkim nie rozumie on tego, że w Republice należy rozmawiać z każdym wybranym demokratycznie politykiem, nawet z Berlusconim, którego dramatycznie katastrofalną politykę, ku rozpaczy wielu, znów usankcjonowały nowe wybory. Grillo, jeśli kiedykolwiek dojdzie do władzy odkryje, że problemem Włoch nie jest Berlusconi, bo Berlusconi jest tylko efektem moralnej i kulturalnej degrengolady tego najpiękniejszego kraju w Europie. Może się przekona, że prawdziwą katastrofą jest brak szacunku dla instytucji państwa, niechęć do płacenia podatków, brak jakiejkolwiek solidarności we włoskim społeczeństwie. A może on już o tym wie, tylko że nie są to rzeczy, które się mówi na wiecach.

Nie wiem, jak skończy się ta żałosna, włoska wersja tradycyjnego, polskiego chocholego tańca, ale myślę, że politycy powinni słuchać, co mają do powiedzenia ich wyborcy – wydaje się to banałem, ale niektóre banały, szczególnie te prawdziwe, należy czasem powtarzać, bo o nich na dobre zapomnimy. Ruch 5 Gwiazdek zrodził się z bezsilności w kraju, gdzie arogancja i szaleństwo władzy i elity sięgnęło szczytu.

Niech będzie to przestrogą dla polityków, także tych z Polski, którzy nie są zdolni do wrażliwości na tle społecznym.

Pozdrawiam każdego, kto miał ochotę przeczytać to, co miałam do powiedzenia i do następnego spotkania!

© Wiatr z Południa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci